Przepraszam

Uwaga!!! Z  uwagi na moją szkołę i brak czasu zawieszam bloga na czas niewiadomy. Wina jest też w tym, że nie mam weny :(. Żeby mi się nie myliły blogi i żebym nie musiała ciągle latać od jednej strony do drugiej przenoszę tego bloga i USUWAM to konto. To nowy adres do tego bloga     mroczna-anielica.blogspot.com  Przepraszam za kłopoty :)

Tylko na jakiś czas

Uwaga!!! Ze względów na mój umysł (i książki o Harrym Potterze) zawieszam tego bloga na jakiś czas. Jeżeli go czytałęś/aś to zostaw jakiś znak gdzie będę mogła WYSŁAĆ wiadomość, że bloga zaczynam pisać!! Dziękuję!!

PS Możecie wchodzić na seraphina-riddle.blogspot.com Dziękuję!!!

 

 

 

Ups!! Trochę mi się blog zepsół jak wchodzę na stronę. Próbowałam to naprawić ale się nie udaje :(:( . Zapomniałam dodać zdjęcia Tima więc robię to teraz. :)

”Wolna i złapana”

 http://www.youtube.com/watch?v=KnBWGQK67R0

 

Biegłam nie zatrzymując się. Wszystko miałam gdzieś: gałęzie zaplątujące się we włosy, pajęczyny wpadające w twarz i korzenie drzew o które się potykałam.                                                                                                                  -Mam cię!!- usłyszałam głos doktora, który skoczył z drzewa próbując mnie zatrzymać.                                                                                                                   W porę zrobiłam unik, i wyszło na to, że doktor uderzył głową w drzewo. Zaśmiałam się i ruszyłam dalej. Biegłam do klifu, gdzie mogłam spokojnie przeczkać tą całą sytuacją. Doszłam tam po dłuższej chwili usłanej bijatyką i unikami. Moi prześladowcy chyba się szybko nie poddają. Tym lepiej, bo będzie więcej zabawy z ich śmiesznymi ruchami. Widać, że niemają kondycji. Biegłam dalej, ale zwolniłam tempo, bo ruszają się jak muchy w smole, a nawet wolniej. Usiadłam na przewalonym drzewie i zaczęłam oględać moje paznokcie, czekając na nich. Były całe brudne, ale w nienagannym stanie. Powoli wstałam nieprzerywając wykonywanej czynności i wyprostowałam dłoń, zaciskając ją w pięść. Przedemną wybiegła Izzy i zgodnie z moim przewidywaniem robnęła się głową o nią. Ech… Czy kiedyś znajdę godnego przeciwnika? Nie zważając, że konająca z bulu dziewczyna ma złamany nos, stanęłam na niej i zrobiłam kilka lekkich podskoków. Krzyknęła z bólu. Uśmiechnęłam się szyderczo, poczym wzięłam z mojej torby nóż i delikatnie, tak żeby nie robić ran, zaczęłam wodzić nim po jej twarzy. 

 -Taka ładna z ciebie dziewczyna.-stwierdziłam-Aż za ładna, a musisz wiedzieć, że niektórzy ludzie są aż tak brzydcy, że aż odpychający.-skrzywiłam się, poczym tak na niej usiadłam, żeby unieruchomić ręce-Szkoda by było oszkaradzić tak ładną twarzyczkę.-ciągnęłam dalej-Ale świat jest strasznie nieprzewidywalny i niesprawiedliwy-oblizałam usta i jeszcze szerzej się uśmiechnęłam-Pasowała by ci opaska na oko, ale to zawsze je psuje, więc chyba nie mam wyboru.-przeniosłam nóż z jej ust do oka i delikatnie je w nie wbiłam, na co dziewczyna krzyknęła przeraźliwie. Wyjęłam nóż z jej oczodołu z okiem na końcówce. Oblizałam usta. -Pyszności-powiedziałam po czym wzięłam oko do ust i zaczęłam je przeżówać. Było słone i wodniste, ale smakowało wybornie-Nie płacz, kochanie-przesunęłam nóż do jej policzka-Będziesz taka jak wszyscy; czyli z niekoniecznie ładnym wyględem-zaśmiałam się.-Zaczniemy od ust, ładniejszeby były większe.-nacięłam jej usta po bokach, tak że miała je tak zdeformowane jak Joker z ,,Batman’a”. Tym razem krzyknęła głośniej-Cicho bądź! Chcesz, żeby ktoś ciebie usłyszał?-było to głupie pytanie niewiem dlaczego je zadałam-Nie krzycz debilko jebana!! Bo ci wbiję nóż w szyję!!-po czym tak zrobiłam. Po prostu wbiłam nóż, żeby nie robiła więcej hałasu. Oczywiście musiało być dużo krwi, więc wokół jej twarzy zrobiła się plama.

 

Nie spoglądając na nią więcej, ruszyłam nad morze, a dokładniej nad klif. Musiałam w pewnym momencie chodzić pod górę, jak zawsze na plaży. Gdy wreszcie dotarłam nad klif poczułam dziwne uczucie w środku mojego ciała. Nie dało się tego opisać. Stanęłam na brzebu klifu, przekładając ciężar ciała na stopy, tak, żebym nie spadła. Moje skrzydła nie były używane od chyba roku, więc bardzo zesztywniały. Powoli rozłożyłam je, a ponieważ mój strój miał specjalne otwory na plecach, umożliwiające rozłożenie ich. Teraz nie było przedemną żednych granic. Mogłam polecieć gdzie dusza zapragnie, dzień i noc bez przerwy. Ogarnęło mnie bezgraniczne szczęście, byłam wolna! Nareszcie! Po tylu dniach w ciasnym, b i a ł y m pokoju!

 Ale musiałam zabrać Temorakieszvona, czyli mojego białego kruka, który uciekł od Niego (boga) i teraz jest ze mną. Oczywiście nazywam go w skrócie Temo, bo jego orginalne imię było za długie, żeby je zapamiętać. Lori też chętnie poleci ze mną. To jest gargulec, jest wyżeźbiony na wzór diabła i zachowuje się podobnie. Ma wielkie kamienne skrzydła, dzięki którym umie latać. Bez chwili wachania zeskoczyłam z klifu i zaczęłam łapać skały rękami. Wreszcie trafiłam na jaskinię. Nie była duża, ale za to kręta. Weszłam do środka i od razu poczułam, że coś jest nie tak. Zawsze jak wchodziłam było słyszesz wesołe i donośne krakanie Tema. Teraz była cisza.                                                                                                                                                                      Powoli weszłam w głąb i przekonałam się, że moje przypuszczenia są prawdziwe. W środku nie było nikogo. Fotel który stał przy kominku, i zawsze siedział na nim Lori był pusty. Na drewnianym kołku, wbitym w ścianę jaskini nie siedział Temo. Wszędzie było cicho. Aż za cicho. Stałam tak niewiadomo ile czasu, aż w końcu usłyszałam za sobą kroki.                               -Lori ty pieprzony idioto!! Mówiłam ci, żebyś nie wychodził!-krzyknęłam nie odwracając się.                                                                                                             Lecz to nie był Lori, a przekonałam się o tym za późno aby uchylić się przed udeżeniem w głowę i oślepiającym blaskiem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

Małe ogłoszenia (nie)parafialne

Przepraszam za wszytkie błędy ortograficzne i gramatyczne. W ostatnich dniach w ogóle nie myślę i robię od groma błędów. Na polskim napisałam nawet ”ułóż” przez ”u”, a aku/órat obok mnie stała pani. Miałam wstyd przed całą klasą. Jeszcze raz przepraszam i obiejuję, że w najbliższych dniach wszystkie  błędy, które zauważę zostaną usuniete. Jeżeli zauważycie jakiś, którego nie zauważyłam piszcie w komentarzach. Dziękuję, całuski!!

Kłamstwo ma krótkie nogi…


Wstałam przeciągając się. Spałam bardzo krótko ok.9 min.  Przetarłam oczy i  zobaczyłam to co zwykle; pusty biały pokój z lustrem weneckim na jednej ścianie. Powoli ruszyłam po moje rzeczy, a potem poszłam do drzwi. Chciałam wyjść z tej rudery. Powoli otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz, też pomaloway na biało. Po obu jego stronach były drzwi;jedne drewniane ze srebrną klamką, drugie białe w których był wycięty prostokąt w którego miejsce było wstawione szkło, za nimi był las i łąka. Nie mogłam w to uwierzyć. Tyle czasu próbowałam namówić doktora, żeby mnie wypóścił, a tu nagle rozwiązanie tego problemu jest tak blisko, że aż czułam wolnść. Już zamierzałam tak pójść kiedy jeszcze raz obejrzałam się na drewniane dzwi po prawej stronie. Zaczęły zza nich dochodzić głosy. Miałam wrodzodzoną ciekawość, więc nie zwracając uwagi na to, że teraz byłabym w lesie uciekjąc od tego miejsca, zaczęłam się skradać do drzwi z drewna. Przytknęłam ucho do dziurki od klucza. Pierwszy poziom podsłuchu rozmowy. Głosy stawały się coraz wyraźniejsze, aż w końcu mogłam zrozumieć. Za dzwiami był Car(zdrobnienie od Carlise) i jakaś dziewczyna.

-Cholera-zaklnęła dziewczyna                                                                                  -Co sie stało Izzy??-to był doktor, poznałam go po głosie                                   -A jeżeli, o n a się wszystkiedo dowie??-niby czego miałam się nie dowiedzieć? Było słyszeć, że panikuje. Bardzo panikuje.                                    -Nie rozśmieszaj mnie Iz. O n a śpi, a wogule nie wydostanie się z pokoju. Przed chwilą zamknąłem drzwi. Nikt nie wejdzie i nie wyjdzie.

 

Tego było już za dużo;coś ciągle przedemną ukrywają, nie chcą mnie wypóścić!!! Tego było już za wiele. Odeszłam od dzwi i ruszyłam do wyjścia. ”Co za prostak, świnia, kretyn, dureń…”myślałam idąc. Do dzwi dzieliło mnie 20 kroków, już tak blisko. Gdy nagle stanęłam jak wryta, serce zaczęło mi szybciej bić.

-Dokąd idziesz, ślicznotko-usłyszałam za sobą damski głos.

 

Powoli odwróciłam się. Przedemną stała młoda dziewczyna o długich brąsowych włosach. Uśmiechała się szeroko, jakby chciała podkreślić swoją wyższość. Szybko odwróciłam się i pobiegłam do wyjścia, ale śliska podłoga uniemożliwiała mi szybkie bieganie. Brunetka rzuciła coś przed siebie i wtej samej chwili upadłlam potykając się o coś. Okazało się, że ta rzecz, którą dziewczyna rzuciła i o którą się potknęłam był bicz. Z głowy zaczęła i lecieć krew, ponieważ jak się potknęłam uderzyłam o kant szafki, która niewiadomo skąd się wzięła. Szybko wyjęłam nóż  przeciełam line. Brunetka szła do mnie zwijając bicz. Pozwaliłam jej podejść wystarczająco blisko, żeby podciąć ją nogami. Runęła na ziemię zaskoczona, a wtedy bodbiegłam do dzwi i otworzyłam je kopnięciem. Fala zimnego powietrza otoczyła moje ciało. Byłam wolna.

 

 

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

”Nic nie jest takie jakie się wydaje”


-Ała- syknęła Soarlla gdy Carlise kończył zakładać jej opatrunek. Na podłodze była duża pama krwi po tym co się stało. Soarlla ziewnęła przeciągle. Nie spała od kilku dni.

-Możesz sie położysz spać?-zaproponował

-A ty i ten rudy mnie nie zgwałcicie?-zapytała

-Po pierwsze:”tego rudego” nie ma, a po drugie wstydz się.

-Dzięki-parsknęła

-To ja idę-powiedział i zabrał swoje rzeczy

Kiedy wyszedł Soarlla położyła się i zasnęła.

                                                                               ***

-Nie wiem czy możemy jej zaufać-odezwała sie Isabelle do Carlisa kiedy wszedł do wielkiego pomalowanego na pomarańczowo salonu. Okna rozświetlały cały pokój w którym stalo dużo mebli. Nowoczesne sofy, duża plazma i czego sobie tylko dusza zapragnie. Isabelle pół leżała na wielkiej białej aksamitnej sofie i co chwila zmieniała kanał w telewizorze.

-Wiesz, że nie możemy jej wyrzucić Dama Wysokiego Rodu jasno się wyraziła..

-Że mamy się nią opiekować i przyjść z nią na bal-dokończyła znudzonym głosem-mówiłeś to już 362 razy.

-Przesadzasz Izzy.

-Liczyłam.

-Ok niech ci będzie.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu, które przerywało burczenie telewizora.

-Za ile?-spytała Izzy

 

-Ale co?

-Bal. Za ile dni?

-Miesiąc.

-Cholera!!-zaklnęła pod nosem.

C.D.N

Rozdział trochę krótki, ale cóż taki mam talent. Link który zamieściłam na górze wpisu to jedna z mioch ulubionych piosenek dla mnie jest zajepista. Buziaki:*

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

”Przedstawiam Wam…”

 

 

 

 

 

 

 

Soarlla-młoda, buntownicza i wulgarna nastolatka, pochodząca z rodu mrocznych aniołów. Przypadkiem trafia do domu wampira, który wbrew jej woli opiekuje się nią. Jednak ona ciągle ucieka i pakuje się w problemy. Jednak skrywa też swoją mroczną tajemnicę…

 

 

Drake Lennis- Przystojny 21-latek. Mieszka w Paryżu w Sejmitarze dla Innoaniołów. Jest tajemniczy i sexowny. Gdy organizowany jest bal zakochuje się, z wzajemnością, w jednej dziewczynie.

 

Isabelle Sarmanti-wysoka, odważna i mądra dziewczyna. Mieszka razem z wampirem w lesie, gdy nagle trafia do nich jedna dziewczyna. Od razu wiedziała, że ich pierwsze spotkanie zmieni ich życie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

”Kiedy stoję na moście ponad chmury”

I kiedy stoję na moście, ponad chmury,

Dochodzę do końca, marzeń i świata,

Czekam, aż coś powiesz, i zatrzaśniesz mnie w pocałunku,

A ty tylko stoisz, i lecisz ku niebu na swoich anielskich skrzydłach,

Choć wylałam już wszystkie łzy, i zaczęłam płakać krwią,

Nie odwracasz się, lecisz dalej,

A jak już zniknąłeś z horyzontu,

Skoczyłam w dół, w ciemność i w chmury,

Złapałeś mnie, metr nad ziemią,

I gdy przytuliłam się do twojego nagiego ciała,

Zamknąłeś moje usta w gorącym pocałunku,

Choć twoje oczy spoglądały na mnie,

Najpierw z miłością, później obojętnie, a na koniec z nienawścią,

Za późno zaczęłam krzyczeć, gdy spadałam w dół,

Zapomniałam o skrzydłach, czarnych jak noc, było za późno

A gdy upadłam na ziemię, rozbijając czaszkę,

Uklękłeś obok mnie, i uśmiechnąłeś się diabelsko,

Otwierasz portal do Nieba i wchodzisz do niego,

Gdy drzwi się zamykały, pozabijałeś wszystkie anioły i Boga,

Skąd to wiem?,słyszałam, zanim zapadła ciemność

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

”Masz jedną nową wiadomość”

Ogłaszam, że będę pisała dwa rozdziały co dwa tygodnie. Ponieważ wyjeżdżam nie będę pisała do końca wakacji :(. Mam nadzieję, że nie sprawi Wam to kłopotu. Serdeczne pozdrowienia dla Rudej, która pisze genialny blog 
http://mury-bruki.blog.onet.pl
. proszę o komentarze, żebym mogła przeczytać Wasze blogi. Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam. Miłych wakacji. ;)